Opowiadanie prawdziwe

— Daj mi proszę jeszcze dwa tygodnie – powiedział do niej, gdy stali z całą grupą wokół ogniska.

Na te słowa odwrócił się do nich ubrany w jaskrawozielony dres młody człowiek z nieco głupkowatym uśmiechem i zaczął im się przyglądać ciekawsko. Coś też do nich powiedział, ale nie zwracali już na niego uwagi tylko odeszli od ogniska. I wtedy, gdy już oddalili się na kilkanaście kroków, ona - tak jak gdyby nigdy nic przykrego między nimi nie zaszło - objęła go czule. Tak czule, z taką miłością i uwielbieniem jak nigdy wcześniej - tak mu się przynajmniej wydawało. Ale to było dla niego w tej sytuacji tak nieoczekiwane, a równocześnie tak wzruszające i miłe, że aż się z bijącym ze wzruszenia sercem - obudził...

Zaczął przypominać sobie inne szczegóły ze swojego snu, jak na przykład to, że krzątając się po kuchni robił sobie wymówki, że nie spał choć miał się dzisiaj wcześniej położyć. A przecież spał, tylko śniło mu się że nie śpi...

Wtedy zaczął sobie przypominać wydarzenia z minionego dnia, przede wszystkim to, jak rozmawiał z nią przez telefon. Chociaż bardziej przypominało to monolog niż rozmowę, ona bowiem przez cały czasz robiła mu wymówki za jego brak odpowiedzialności, miał przecież iść do pracy i płacić czynsz za mieszkanie. Nie, nie byli już wtedy razem, jeszcze jakiś czas razem mieszkali, zanim ona przeprowadziła się do swojej nowej miłości, zostawiwszy mu tymczasowo swoje mieszkanie. Ale on oczywiście niewiele robił w tym kierunku, tak więc ona musiała - i tak już od kilku miesięcy - płacić i czynsz i energię. No i tego właśnie dnia miarka się u niej przebrała. On teraz musi się wyprowadzić. I już nie ma mowy, żeby mógł ją dalej zwodzić, że znajdzie pracę. To się przecież musiało w końcu zdarzyć... Ale on zastanawiał się nad czymś innym. Nad tym, że ona, choć powzięła tak jednoznaczną decyzję, to nie robiła mu awantury, jak to wcześniej często miała w zwyczaju; czasami też i z byle powodu. Było spokojna i opanowana. To były raczej tylko wymówki, a w tym on wyczuwał - co ciekawe - jakieś ciepło, wręcz serdeczność... Tak, to była dla niego sytuacja dokładnie odwrotna do wcześniejszych. Wcześniej twierdząc że go kocha, robiła mu - w jego opinii - okropne i bezsensowne awantury, że aż się nieraz zastanawiał za co ona go tak nienawidzi, a teraz wyrzuca go ze swojego mieszkania, a on wyczuwa w tym serdeczność... Na koniec aż się popłakała, ale - jak mu się zdawało - też jakoś tak - ciepło...

A teraz ten sen, tak - w tej sytuacji raczej niedorzecznie - romantyczny. I to z kobietą, której humorów miał już tak serdecznie dosyć, że nie wyobrażał sobie, żeby mogli kiedykolwiek jeszcze być razem. Do tego ona już od jakiegoś czasu była przecież z kimś innym. Skąd nagle tyle miłości? To wszystko jakieś niedorzeczne, to się nie trzyma kupy. Nawet przyszło mu do głowy, że po prostu zwariował i dlatego mu się to wszystko teraz tak miesza. I sen o tym że nie śpi i te uczucia jakby odwrócone do góry nogami...

Ale w końcu zrozumiał. To on przecież chciał, żeby się kochali jak brat i siostra... No i siostra zrobiła coś co było dla niego w tej sytuacji chyba najlepsze, dała mu kopniaka, żeby się w końcu usamodzielnił. Ale było w tym przecież tyle miłości? Tak, to prawda, było w tym wiele miłości, wiele uczucia. Tylko że takiej innej, siostrzanej... I zrobiło mu się głupio, bo uświadomił sobie, że zamiast - tak jak jej to obiecywał - kochać ją jak brat, nie kochał jej wcale, albo prawie wcale. Tylko ją przez te kilka miesięcy bez skrupułów wykorzystywał.

T