J. E. Gold

TEORIA OBIEKTYWNEGO SEKSU


Aby wiedzieć, co wydarza się podczas Obiektywnego Seksu, konieczne jest zrozumienie wzajemnego związku pomiędzy zwykłą świadomością, czyli psyche, a Superświadomością, którą jest przebudzona nieświadomość, zwana esencją. To właśnie esencja, a nie psyche, reprezentuje głęboką jaźń. Zacznijmy od zdefiniowania tych słów, aby zobaczyć, jak definicje mogą pomóc w ich rozjaśnieniu i zrozumieniu.

Esencja, czyli głęboka jaźń, złożona jest z 18 Pierwotnych Nawyków. Istnienie tych automatycznych programów nie jest uzależnione od żadnych zewnętrznych czynników. Nawyki te stanowią jedyną część świadomości i tożsamości, która przeżywa śmierć ciała. Esencja zwana jest również ciałem nawyków, Przy występowaniu optymalnych warunków nawyki zawarte w esencji powinny automatycznie stwarzać impulsy do świadomego życia, do przyjmowania tylko Wyższych Wcieleń i do przebudzenia w każdym życiu. U większości jednostek nawyki składające się na esencję zostały nagromadzone przypadkowo i przez to stwarzają impulsy prowadzące do odrodzenia się w niższych formach, przywiązywania się do przedmiotów, agresywnego demonstrowania mocy i życia w strachu i ignorancji. Skąd to wszystko się wzięło?

Nawyki gromadzą się w sposób naturalny z doświadczeń jednostki w czasie i w przestrzeni. Zwykłe doświadczenia czasowo-przestrzenne nie powinny wywierać żadnego wpływu na Ciało Nawyków, aby jednak osiągnąć taką odporność, konieczne jest skrystalizowanie Siódmego Wyższego Ciała. Jeśli to nie nastąpi, nawyki zawierające się w esencji będą przypadkowo zastępowane przez te, które są zbierane z czasowo-przestrzennych doświadczeń. Te czasowo- przestrzenne nawyki zwykle pozostają zorientowane na przeżycia i na przyjemności.

Dla przeżycia nie jest istotne, w jaki sposób się je przeżyje. Integracja dotyczy wyłącznie samego przeżycia. Nie dostarcza ono żadnej możliwości dla ewolucji esencji, ponieważ dla przeżycia nie ma żadnego pożytku z sumienia czy współczucia. Tę kolekcję nieświadomie pozbieranych nawyków można nazwać esencją, Karmą, DNA, Duszą albo Przewodnikiem. Z powodu działania Ciała Nawyków jednostka nie mając żadnego wyboru, jest przez cały czas zmuszona do odgrywania tych samych rzeczy, formowania tej samej osobowości i do nawiązywania związków z tymi samymi osobami. Pozostaje skazana na nie mające końca, wieczne powtarzanie tych Podstawowych Nawyków, aż do czasu, kiedy zostaną one zastąpione przez świadome nawyki. Nie może to wydarzyć się przypadkowo ani pojawić się dzięki zewnętrznemu czynnikowi. Takie bez końca powtarzające się życie jest nazywane Kołem Karmy lub Wiecznym Powrotem.

Jaki ma to wpływ na życie jednostki? W okresach stresu esencja staje się mechanizmem kontrolnym, ponieważ żaden inny byt nie może być obecny w tym czasie. W zwykłych, spokojnych okresach jednostka pozostaje pod kontrolą psyche i z nią się identyfikuje. Psyche również składa się z nawyków, ale nie są one w stanie przetrwać stresu. Są to Pomniejsze Nawyki, stworzone i zaprogramowane przez społeczne i kulturowe uwarunkowania. Można tutaj, oprócz innych, znaleźć nawyk jedzenia, spania, oddychania, myślenia, poruszania się, role związane z płcią i pozycją społeczną, wspomnienia oraz język. Psyche to umysł plus ciało, plus system nerwowy, jednak bez systemu mięśniowego. System mięśniowy stanowi fizyczną manifestację esencji. Podczas stresu psyche zostaje zmuszona do zamknięcia się. Wtedy system mięśniowy rządzi organizmem, działając jako bardzo prosty mechanizm służący do przeżycia.

W codziennym życiu psyche dominuje nad esencją, gdyż życie wydaje się bardzo skomplikowane, a esencja jest zbyt prosta, by sobie z nim poradzić. Istnieje taka chwila, kiedy esencja uzyskuje kontrolę nad organizmem, przejmując ją od psyche. Nazywa się to wielkim samoodstępstwem.

Kiedy nadchodzi okres stresu, psyche zamyka się. Stres wytwarza w systemie nerwowym wielką ilość elektryczności. Psyche nie jest przeznaczona do wytrzymywania takiego wysokiego napięcia. Izoluje się, aż do czasu, póki nie minie stan zagrożenia.

Esencja radzi sobie ze stanem krytycznym, ponieważ może funkcjonować pod wpływem wysokiego napięcia, wytwarzanego przez ciało podczas stresu. Jest zaprogramowana na przeżycie poprzez kopiowanie wcześniejszych działań, które pomogły w przeżyciu. Takie działanie może się okazać w danej chwili całkowicie niewłaściwe, lub nawet szkodliwe, lecz będzie ono bezmyślnie powtarzane, tylko dlatego, ponieważ kiedyś w przeszłości zadziałało.

Obserwując siebie samego podczas ciężkiego stresu, możemy zauważyć, dlaczego ten temat powinien znaleźć się w obrębie zainteresowań każdego, kto chce doświadczać obiektywnego seksu. W zwyczajnych sytuacjach życiowych działania, postawy i doświadczenia esencji mogą być czymkolwiek, ale nie świadomością. A jednak esencja jest tym, z czym jednostka utożsamia się doświadczając seksu, ponieważ seks wytwarza stan ciężkiego stresu. Kiedy jednostka staje się świadoma istnienia głęboko ukrytego programowania — zawartego w ciele nawyków — zwykle natychmiast pragnie zamienić stare nawyki na „dobre” nawyki. Lecz nie wiedząc, które zmienić, można tylko pogorszyć sytuację. Można także zdecydować się na wyeliminowanie wszystkich nawyków. Ale nawyków nie da się wyeliminować. Nawyki są esencją — głęboką jaźnią. Nie można usunąć ja z ja. Wartościowa jest natomiast świadoma przemiana esencji, lecz da się tego dokonać tylko poprzez dotarcie do głębokich poziomów programowania zawartych w mięśniach i w ruchowo-instynktownym centrum i ich przemianę. Większość ludzi obawia się swojej esencji. Spędzają życie na jałowych próbach uniknięcia stresu, w ten sposób wzmacniając psyche i utrzymując jej kontrolę. Ale może jest to nawet lepsze niż amok. We współczesnych kulturach używa się różnych form samouspokojenia, aby nie dopuścić do przypadkowego przerwania programowania kulturowego.

Oczywiście to także nie pozwala na rozwój esencji, ponieważ jeśli nie pozostaje ona odsłonięta, to nie otwiera się na nauczanie czy programowanie. Pewne rodzaje stresu są dobre do zastępowania nawyków, podczas gdy inne nie. Na przykład stres wytworzony dzięki narkotykom stanowi metodę zastępowania nawyków, lecz to podstawianie odbywa się na ślepo i przeważnie wzmacnia tylko pierwotne uwarunkowanie. W ten sposób można wyrządzić ogromną szkodę esencji. Jeśli w ogóle esencja jest skłonna do pracy nad sobą i do własnego rozwoju, to lepiej nie wtrącać się do niej, dopóki nie potrafi się naprawić maszyny.

Esencja pozostaje ukryta pod polorem psyche, ponieważ dla większości ludzi proste funkcjonowanie jest zbyt trudne. Niewygodnie byłoby chwilowo nie umieć czytać, pisać czy chodzić. Esencja może zamknać się w bardzo wczesnym wieku, pozostawiając jednostkę w stanie pozwala- jącym jej jedynie na otwarcie ust i ssanie piersi. Wielu joginów i fakirów, którzy gwałtownie zniszczyli swoją psyche, znalazło się w takiej sytuacji.

Możliwe jest wytrenowanie esencji, tak aby była ona w stanie funkcjonować bez kierownictwa psyche. To jest właśnie trening wstępnego przełamania, który obejmuje Stopniowa Ścieżka. Zamiast stać się bezradnym dzieckiem, jednostka potrafi działać. Poprzez świadome użycie czynników stresujących esencja może zostać wyeksponowana na mniej lub bardziej trwałej bazie. Ten specjalny rodzaj stresu jest wywołany walką z ja i z własną naturą. Jest to bitwa pomiędzy wyższym i niższym centrum, z których każde ma różne cele.

Wielu ludzi myśli, że Budda usiadł pod drzewem bodhi, aby się zrelaksować, albo że medytacja jest schronieniem przed stresem. To wszystko nieprawda. Technika medytacyjna, czyli „spokojne siedzenie” — polega na sprowokowaniu walki z pragnieniem zewnętrznych i wewnętrznych bodźców. Tylko poprzez ciągłą walkę możliwe jest otwarcie esencji i doprowadzenie do subtelnych zmian koniecznych dla świadomego życia. Jeśli esencja pozostaje zagrzebana pod zaciemniającą siłą psyche, żadna rzeczywista zmiana istoty nie jest możliwa. Umysł może się zmienić, osobowość może się zmienić, jak również podstawowe wzorce zachowania, ale nie jest to żadna trwała zmiana. Wszystko powróci do poprzedniego stanu po pewnym czasie.

Jeśli nawet jednostka pragnie wytworzyć stres dla siebie, zwykle przyjmuje on negatywną formę. Zamiast używać korygujących czynników stresujących, preferuje ona bardziej przyjemne czynniki. W ten sposób można korzystać ze sztuki, tańca czy muzyki i medytacji uspokajającej jako „czynnika stresującego”. Rozwój na poziomie mentalnym i fizycznym może wydawać się w tym życiu niezłym pomysłem, ponieważ jednostka pragnie sukcesu i komfortu. Dla większości ludzi ten rodzaj sukcesu jest wystarczający, nie biorą oni pod uwagę nieskończonego cyklu powtórzeń, ponieważ go nie pamiętają. Kiedy jednostka nauczy się, dzięki Metodzie, świadomie używać czynników stresujących — jednym, z których jest Obiektywny Seks — zamieniać automatyczne nawyki esencji na świadome nawyki, wówczas doprowadzi ona ciało, umysł i emocje do użytecznej formy. A wtedy jest gotowa do rozpoczęcia prawdziwego dzieła — Krystalizacji Wyższych Ciał.


Przestrzeń tantry

Powoli i łagodnie para rozpoczyna równoczesny głęboki oddech, który przechodzi w Cichą Brzęczącą Mantrę (HUMN), równocześnie wizualizując się nawzajem w formie Kosmicznej Pary. W pokoju jest przyciemnione światło, ale oni mają oczy otwarte. Zaczynają przejawiać odbity obraz wszechświata, używając ćwiczenia wrażliwości, aby postrzegać swoje ciała zjednoczone w jedną istotę. Stwarza to eteryczny kanał, który istnieje przez chwilę, po czym znika w bezforemności. Siedzą i łączą się głowami, lekko się dotykając. Kiedy to robią, uzyskują wyraźny obraz siebie tworzących podwójne ciało. Kontynuują to tak długo, dopóki żadne z nich nie jest już świadome swojej oddzielnej tożsamości. Są teraz w stanie obserwować to podwójne ciało z zewnątrz i z góry. Są bez formy, a jednak są jej świadomi poprzez uczucia. Kiedy tak obserwują, gwiazdy zaczynają pojawiać się wewnątrz ich podwójnego ciała. Lekko płoną, ale nie wibrują. Para pozostaje w bezruchu w przestrzeni i zbliża się coraz bardziej i bardziej do absolutnej pustki. Ma pragnienie dzielenia się doświadczeniem, że wszystko, czego dokonuje, przynależy do jednego istnienia. Wznosi się powyżej świata akcji i reakcji, przyczyny i skutku. Dzielą się więc poczuciem braku swojego początku, a gdy ich wewnętrzne światy stapiają się ze sobą, ich umysłowe i emocjonalne punkty widzenia stają się jednym. Łatwo akceptują wielką chęć odczuwania i postrzegania, która towarzyszy rozprzestrzenianiu się poczucia bycia wszędzie i nigdzie. Rozwija się też wrażenie zabawnego zamieszania i dezorientacji, połączone z euforycznym brakiem zainteresowania tym, co może się zdarzyć, jeśli w ogóle coś się wydarzy. Pozostają oni w całkowicie bezpośredniej komunikacji, nie wymagającej potrzeby słowa czy gestu. Powoli rodzi się w nich przekonanie, że nigdy nie byli na Ziemi, a towarzyszy temu wrażenie, że żyją w ciele, ponieważ odczuwają, jak gdyby żyli tylko w ciele. Bez tych wrażeń czas i przestrzeń nigdy nie wywierałyby na nich żadnego efektu. Odkrywają, że teraz powracają do swego naturalnego stanu bycia, od którego nigdy nie byli oddzieleni w rzeczywistości, chyba że w snach. Widzą teraz, że Ziemia jest jedynie stworzonym stanem istnienia, który wymaga wysiłku, aby utrzymać go jako realny, i że wystarczy tylko zaprzestać tego wysiłku, aby powrócić do naturalnego stanu. Jeśli tylko chcą, znowu uzyskują oddzielną tożsamość. Oczywiście wiedzą, że zawsze mogą zacząć tę grę od nowa i że prędzej czy później do niej powrócą. A w ogóle to cóż innego mogliby robić z wiecznością? Pozwalają, aby zagościło w nich uczucie „bycia człowiekiem”. Nie mają żadnego pojęcia, dokąd ta idea może ich zaprowadzić, ale akceptują to, co się wydarza, własnie to, co jest.

Cieszą się wirującym prądem, który przenosi ich wspólną świadomość z jednego punktu do drugiego w bezforemnej pustce. Powstaje wyraźna wibracja, i mocno czują, jak gdyby mieli się rozerwać lub eksplodować. Przybywają do jakiejś bramy, przy której jest strażnik. Stwierdzają jego obecność i przechodzą do innej przestrzeni na wyższym poziomie. Rozróżnienie między ich świadomościami gwałtownie zanika. Wkrótce niemożliwe dla nich stanie się poznanie, w czyim ciele tu przybyli. Ich świadomość pozostaje związana z formą w jakiś sposób utrzymującą świat w swoich rękach, a równocześnie pływającą w nim. Docierają do tożsamości z Kosmiczną Parą. Powoli poczucia zaczynają łączyć się w jedno, a ich poprzednie tożsamości tak są ze sobą pozwijane, że trudno o rozróżnienie. „Czy to był twój pomysł, czy mój?” „A kto chce to wiedzieć?” Cichy śmiech w przestrzeni…

Pojawia się zmiana w komunikacji. Nie ma już wymiany myśli, ale pewien rodzaj autokomunikacji, wszystko to dzieje się wewnątrz nich. Równocześnie przychodzi wesoły szok poznania: miłość jest miłością do siebie, ponieważ nie ma nikogo innego. Ostateczna gra ego.

Pozostają tak, nic nie robiąc, bo nie ma niczego, co trzeba by zrobić. Bez żadnego oporu pozwalają na wszystko. Gdy ich wspólna świadomość osiada w przestrzeni, stają się oni świadomi istnienia całej zawartości wszechświata. Na początku tego stanu mogą zobaczyć się jako Pierwotną Istotę, we wczesnych wstrząsowych stadiach bytu. Wokół nich nie ma teraz niczego do odczuwania czy postrzegania. W tym momercie nie są oni w stanie zauważyć żadnego działania we wszechświecie. Wydaje im się, że automatycznie tworzą przestrzenne związki, powstające z prostego, powtarzającego się wzoru. Każda gwiazda widzialnego teraz wszechświata stanowi jedną komórkę kosmicznego ciała. Stają się oni mandalą. Kiedy patrzą do wnętrza, widzą ogromne wirujące masy gwiazd i galaktyk. Pojawia się wrażenie nieskończonego oczekiwania. Początkowa niewygoda, podczas stanu wirowania, ustąpiła teraz euforycznemu zadowoleniu. Wirowanie ustało na chwilę i zstępuje na nich całkowity spokój. Wszystko pozostaje zawieszone, jak gdyby w oczekiwaniu na Wielkie Wydarzenie. Wydaje się, jak gdyby wszechświat wstrzymał oddech. Zauważają formowanie się punktu światła w oddali. Obserwują, jak wstępuje w krystaliczną sieć pomiędzy gwiazdami, znikając gdzieś w strukturze wszechświata. Widzą, jak kilka innych świateł znika w przestrzeni. W końcu znowu rozdzielają się na dwie istoty, aby rozpocząć dalszy ciąg gry w przestrzeni. Powracają do swej tożsamości i odchodzą od siebie, czując potrzebę oddzielenia się. Znowu stają się świadomi siebie jako ludzkich istot. Powoli oddzielają się od Kosmicznej Pary. Ich ciała pozostają bardzo spokojne. Przyjmują je powoli, aby ich nie uszkodzić przy wchodzeniu w nie z powrotem. Pozwalają im pozostawać więc w bezruchu, dopóki pełna asymilacja świadomości nie zostanie zakończona. Później powoli się rozdzielają. Właśnie narodzili się w świecie!


Obiektywny Seks — warsztat — relacje uczestników

PIERWSZA PARA

Główną rzeczą, jaką odczuwaliśmy, było rozszerzenie się przestrzeni i pełen spokoju bezruch. Oprócz bicia naszych serc słyszeliśmy także inne dźwięki, ale nie wiedzieliśmy, skąd one pochodzą. W szczególności, jeden dźwięk rozbrzmiewał w oddali, później przybliżył się, a potem znowu oddalił. Kiedy używaliśmy Brzęczącej Mantry, mieliśmy również wrażenie wirowania. Gdy wróciliśmy do przestrzeni ciała, czuliśmy się zupełnie inaczej, niż kiedy zaczynaliśmy.

Udało się nam łatwo wejść w metaprzestrzeń, ale na początku mieliśmy nieprzyjemne wrażenia, takie jak swędzenie, brak wygody i potrzebę ruchu, poruszenia się, aby zmniejszyć napięcie mięśni. Przeszkadzały nam także hałasy innych uczestników warsztatu, które odwracały naszą uwagę przez sporą część czasu. Później przestaliśmy w ogóle słyszeć zewnętrzne odgłosy. Doświadczyliśmy wielu zjawisk, takich jak szczególne dźwięki, światła błyskające w odstępach czasu i wrażenia, jakby nasze ciała zginały się na boki i wyginały w niezwykłe kształty, chociaż zupełnie nie poruszaliśmy się. Później uświadomiliśmy sobie istnienie źródła białego światła, znajdującego się w górze i lekko z boku. Raz stawało się jaśniejsze, raz ciemniejsze, ale przez cały czas pozostawało widoczne. Trochę obawialiśmy się, że możemy zagubić się w tym świetle, ale nic takiego się nie wydarzyło.

Następne, co zapamiętaliśmy, to podjęcie decyzji: „No dobrze, ale potrzebujemy jakiegoś ciała w tej przestrzeni”. Wtedy wpadliśmy w Prze- strzeń Ciała i taki był koniec naszego ćwiczenia. Pewnie działał w nas jakiś wewnętrzny zegar, ponieważ wiedzieliśmy, kiedy zakończyć ćwiczenie.


DRUGA PARA

Prawie natychmiast po wejściu w metaprzestrzeń zaczęliśmy przyjmować różne ciała, niektóre z nich były zwierzęce. Trwało to tylko przez chwilę. Gdy tylko mieliśmy wrażenie, że jesteśmy tym ciałem, zostawaliśmy z powrotem ściągani do swoich ludzkich form. Mieliśmy też dużo umysłowej „paplaniny”, a także pojawiły się takie zjawiska, jak kaskada świateł.

Później oglądaliśmy scenę zachodu słońca. Źródło światła było ukryte za wzgórzem lub wydmą. Później ta wydma zaczęła się toczyć w naszym kierunku i musieliśmy odejść stamtąd. Następne wspomnienie dotyczy ruchu prosto na kratę z białych linii znajdującą się na czarnym tle. Pędziliśmy w jej kierunku i zwolniliśmy dopiero przed nią. Linie kraty zniknęły i znaleźliśmy się w ciemności. Nie wydaje się nam, żebyśmy spali, ale cokolwiek zdarzyło się w tej ciemności, pozostaje poza naszą aktualną możliwością przypomnienia sobie. Jakiś czas później powróciliśmy do świadomości ciała i do przestrzeni ciała.


TRZECIA PARA

Nic takiego nadzwyczajnego się nie wydarzyło, chociaż wzrosła wrażliwość ciała. Wielka ilość płynącej energii wywierała nacisk i wrażenie palenia wzdłuż kręgosłupa, a także nacisk w czole, jak gdyby czaszka miała eksplodować. Niezbyt twórczo chyba wykorzystywaliśmy wrażenia cielesne, które były nam znane z poprzedniej medytacji, ale zwróciliśmy trochę uwagi na odrętwienie w plecach i gardle. Automatycznie, na chwilę, zatrzymaliśmy oddech i zaprzestaliśmy Brzęczącej Mantry, aby skierować energię do góry. Było to przyjemne doświadczenie, ale nie różniło się od naszej zwykłej medytacji. Byliśmy w stanie bez kłopotu utrzymać pozycję ciała przez cały czas trwania ćwiczenia. Doświadczyliśmy też dużo stanu nie-myślenia, chociaż byliśmy w pełni świadomi, co działo się wokół nas, łącznie z odległym odgłosem grzmotu, który pojawił się w pewnej chwili.


PIĄTA PARA

Jakieś fragmenty „podróży” umysłu i energia płynąca do góry. Przeważnie byliśmy nicością skaczącą do wnętrza i na zewną(rz i stającą się tym lub tamtym. Nie próbowaliśmy robić czegoś szczególnego ani zwracać uwagi na cokolwiek.

Był też okres wielkiego zmęczenia, braku zainteresowania i niewielkiej depresji pod koniec sesji, kiedy uświadomiliśmy sobie, że znów będziemy musieli wrócić do naszych ciał. Ale przecież i tak kiedyś trzeba to zrobić.


SZÓSTA PARA

Zupełnie zdrętwieliśmy i przebiliśmy się do przestrzeni, w której mieliśmy poczucie, że wypychamy energię naokoło siebie. Słyszeliśmy coś takiego jak śmiech, a może rozmowę prowadzoną wysokimi głosami, ale nie byliśmy w stanie ustalić kierunku, skąd pochodzi.

Oddech stał się płytki i w końcu znaleźliśmy się w przestrzeni, w której w ogóle nie oddychaliśmy. Byliśmy tam, jak nam się wydawało, przez długi czas. Wstrząs uwolnienia z tej przestrzeni wyrzucił nas ruchem wirowym w inną przestrzeń, gdzie pojawiło się dużo zjawisk wizualnych.

Czuliśmy, jak się wciąż obracamy, podczas gdy nasze ciała wyginały się tak, że tyłem głowy dotykaliśmy podstawy kręgosłupa. Mieliśmy wrażenie, jak gdyby ktoś odlał nas w ten kształt.

Wyglądało to tak, jakbyśmy bez końca mieli lecieć wdół i oboje trochę przeraziliśmy się. Ale kontynuowaliśmy to dalej. Pomyśleliśmy sobie, że najwyżej nie pójdziemy na poranne zajęcia, jeśli się zgubimy. W pewnym momencie zanurkowaliśmy jak łabędź i towarzyszył temu jakiś wewnętrzny krzyk wychodzący z okolic gardła, ale nie słychać było żadnego dźwięku. Roztopiliśmy się w ścianie, a później stało się ciemno. Pod koniec tego ćwiczenia wydawało się nam, że jakaś ręka na siłę wciąga nas w przestrzeń ciała.

Pomyśleliśmy sobie: „Już czas wyjść z tej przestrzeni. Ktoś inny chce jej używać”. Wtedy ręka zniknęła, tak że wyskoczyliśmy z tej przestrzeni i usiedliśmy. Instruktor zapytał, dlaczego tak szybko wychodzimy. Znowu przyjęliśmy właściwą pozycję i powróciliśmy do naszej przestrzeni w dużo łagodniejszy sposób.

A kiedy potem znów uzyskaliśmy normalną percepcję i wrażliwość, wszystko wydawało się tak zabawne, że dużo się śmialiśmy.

ÓSMA PARA

Wspaniałe poczucie izolacji, wielki komfort. Powolny oddech i puls bardzo wyraźnie odczuwalny. Przeszliśmy przez całą skalę wrażeń zmysłowych, będąc co pewien czas wrzucani w nowe, odmienne przestrzenie. Z oddali słyszeliśmy głos wołającej nas kobiety, ale mógł to być głos instruktora. Pojawiły się takie formy, które wydały się nam królewskim dworem. Słyszeliśmy ciągle opowiadający głos, który przypomniał nam, że istnieje pięć dworów, pięciu królów. Natychmiast znaleźliśmy się w czymś, co nazywało się „nowy dwór”. Kiedy porównaliśmy swoje zapiski, stwierdziliśmy, że usłyszeliśmy to samo. Później szybkie wirowanie poprzez gwiazdy i galaktyki do jakiegoś odległego celu. Zanim go osiągnęliśmy nastąpiła ciemność i nie pamiętamy nic, aż do samego powrotu do przestrzeni ciała.


DZIEWIĄTA PARA

Byliśmy bardzo zajęci myślami o naszym pobycie tutaj, wspomnieniami, a także plotkami, problemami z pieniędzmi. Atmosfera stała się gorąca i zaczęliśmy po spirali schodzić na dół. Wtedy wpadliśmy w przestrzeń ciała i uświadomiliśmy sobie, że rzeczywistość, w której się znaleźliśmy, nie była zwyczajna.


JEDENASTA PARA

Zaczęliśmy od pomysłu, aby przyjrzeć się przeszkodom w naszym związku i odkryć, skąd się one biorą. Lecz nagle wpadliśmy w metaprzestrzeń i zaczęliśmy wirować. Później to wirowanie ustało. Zmarzliśmy i nic nie pamiętamy, aż do powrotu do przestrzeni ciała. Mieliśmy uczucie podwyższonej wrażliwości, które trwało jeszcze godzinę później.


DWUNASTA PARA

Na początku napięcie całego ciała. Zdenerwowanie z powodu dzisiejszego zbyt długiego leżenia. Wizualizowaliśmy siebie jako meduzę. Potem nagle eksplodowaliśmy w przestrzeń, w której znajdowała się galaktyka spadających gwiazd. Zapomnieliśmy o ciele i po prostu weszliśmy w nią. W pewnej chwili myśleliśmy, że siedzimy w pokoju przy stole jedząc żeberka, ale uświadomiliśmy sobie, że jest to niemożliwe i wtedy nagle przestaliśmy tam być. Znaleźliśmy się w kleistym puddingu. Poru- szanie w nim stało się niemożliwe, bo ze wszystkich stron na nas napierał i ograniczał nasze ruchy. Dźwięk bicia naszych serc stał się tak głośny, że nie mogliśmy się skoncentrować na niczym innym. Poczuliśmy się zdezorientowani, ale później rozluźniliśmy się. Gdy tylko to zrobiliśmy, uderzyła w nas gigantyczna fala i pozostawiła nas bez oddechu. Niebieska mgła zaczęła przenikać przestrzeń i zauważyliśmy, że ktoś się zbliża. Zanim dotarł do nas, rozległ się odgłos grzmotu i uderzenie energii przeniknęło przez nas. A później, łup! I z powrotem do przestrzeni ciała.


TRZYNASTA PARA

Tym razem nie zamierzaliśmy się rozpieszczać, Kiedy przebijaliśmy się przez przestrzeń ciała, mieliśmy silne poczucie ciągłości, dzięki czemu poczuliśmy się pewniej. Bardzo silnie odczuwaliśmy siebie samych i byliśmy przekonani, że pozostaniemy z tym uczuciem przez cały czas. Wiedzieliśmy, że jeśli zechcemy, możemy też symulować nasze doświadczenia. Zaczęliśmy doświadczać otwierania i zamykania jak małże. Później poczuliśmy się tak, jakbyśmy byli pięknym kwiatem otwierającym i zamykającym płatki. Wydawało się nam, że nie ma wyjścia z tej przestrzeni. „Jesteśmy uwięzieni”, pomyśleliśmy. Po cichu poprosiliśmy o pomoc przewodnika, żeby zaprowadził nas z powrotem do naszych ciał. Pomyśleliśmy, że już wróciliśmy i warształ się skończył. Spakowaliśmy swoje rzeczy i pojechaliśmy do domu. Później okazało się, że znów jesteśmy w metaprzestrzeni. Działo się tak kilka razy.

Poczuliśmy się jak w paranoi. Lęk przed niemożnością powrotu do przestrzeni ciała, brak rozpoznania, która rzeczywistość jest prawdziwa, lęk przed lękiem… W momencie największego zwątpienia zostaliśmy wyrzuceni z tej przestrzeni w nową, w której zauważyliśmy parę oczu. Co chwilę materializował się cudowny balet niebieskiej i zielonej elektryczności. W pewnej chwili staliśmy się trochę sfrustrowani, ponieważ nie pojawili się przewodnicy. Później zostaliśmy wepchnięci do nowej, małej przestrzeni, w której widzieliśmy płonący trójkąt światła. Było tak, jak gdybyśmy unosili się na powierzchni oceanu i byli łagodnie popychani w tę i w tamtą stronę przez fale. Zrobiło się ciemno, ale pojawiały się co jakiś czas błyski światła. W końcu zobaczyliśmy przewodników, którzy zbliżali się do nas. Wyprowadzili nas z ciemnej przestrzeni w inną, w której wszystko jaśniało, a światło błyskało w górę i w dół po bokach. Ciemne chmury uformowały się nad nami i szybko zmieniały swoje kształty. Zaczęły tańczyć i po chwili wirowania i upadku, kiedy to odwróciliśmy się do góry nogami, wszystko się uspokoiło.

Po chwili zaczęliśmy słyszeć głosy, najpierw jeden, a później wiele. Zobaczyliśmy kilka twarzy, mówiących bardzo głośno chrypiącym gło- sem. Kiedy je zobaczyliśmy, zaśmialiśmy się i powiedzieliśmy: „O.K., możecie być naszymi przewodnikami”. Głośne szemranie i energia rozpra- szały nas, zaczęliśmy prowadzić rozmowę z głosami. Szemrzące głosy tworzyły niespokojny horyzont ponad nami, mogliśmy je słyszeć wyraź- nie i być ich świadomi, ale nie miały one z nami nic wspólnego. Gdy- byśmy tylko zechcieli, moglibyśmy się od nich uwolnić. Zauważyliśmy odwieczną, zużytą twarz, która wciągała nas do gwiazd. Pozostawieni samym siebie, znaleźliśmy się w czarnej przestrzeni, w której mieliśmy cudowne poczucie absolutnej wolności. Było bardzo dobrze być tutaj, nie martwiąc się upływem czasu i mieć bardzo mglistą ideę samych sobie istniejących w jakichś nowych, innych formach. Mieliśmy poczucie bycia z przyjaciółmi, i chociaż żadnego z nich nie widzieliśmy, to czuliśmy ich bliskość, ktokolwiek to był i gdziekolwiek się znajdował. Wydawało się czymś dziwnym zakończyć ten bezczasowy stan i powrócić do krępującej i bolesnej przestrzeni i znowu być w ciele. Nie chcieliśmy wracać, ale coś nas do tego zmuszało. Chcieliśmy się dowiedzieć, co ciągnie nas z powro- tem do przestrzeni ciała. Czy rzeczywiście wróciliśmy do przestrzeni ciała, czy też nagle odkryjemy, że jednak znowu jesteśmy w metaprzestrzeni?


Metaprzestrzeń

Metaprzestrzeń, centrum pustki, stanowi najważniejszą „przemienioną przestrzeń”, pojawiającą się w Obiektywnym Seksie. Jest to skutek wyjścia poza przestrzeń ciała. Ważne jest rozpoznanie metaprzestrzeni, ponieważ więdząc, że się w niej jest, poznaje się, czy przestrzeń ciała została przekroczona.

Metaprzestrzeń powinno się rozpoznawać po jej przejawach. Klucz stanowi tutaj wiedza, że to, co wydarza się tobie, równocześnie wydarza się twojemu partnerowi. Innymi słowy, jeśli w twojej percepcji zachodzi zmiana, możesz być pewny, że twój partner postrzega w ten sam sposób, ponieważ obydwoje dzielicie tę samą przestrzeń. Na początku występują zwykle krótkotrwałe doświadczenia metaprzestrzeni, z czasem jednak trwają one dłużej i uzyskuje się umiejętność przedłużania czasu spędzanego razem z partnerem w metaprzestrzeni.

    A oto jakie są przejawy metaprzestrzeni:
  1. Wszystko staje się jaśniejsze, jak gdyby rozświetlone od środka.
  2. Zwiększa się zdolność widzenia, jednak przedmioty pojawiają się zamazane i odległe.
  3. Kolory i dźwięki stają się bardziej intensywne. Wszystko wydaje się kontynuacją ciebie samego.
  4. Ściany stają się żywe. Przedmioty wydają się posiadać własne istnienie.
  5. Wszystko staje się subtelne i wspaniałe, pełne obietnic. Atmosfera jest słodka i pachnąca.
  6. Pojawia się uczucie euforii. Zastanawiasz się, czy wciąż masz ciało.
  7. Odczuwasz przyjaźń do wszystkich i wszystkiego.
  8. Chce ci się po cichu śmiać — z tego jak wszechświat jest skonstruowany i z roli jaką w nim odgrywasz.
  9. Czujesz, że wiesz coś Ważnego, lecz Niewyrażalnego.
  10. Gdy tylko zaakceptujesz swój pobyt w tej przestrzeni, nastąpi wielkie wyzwolenie ciepła, a czasami i śmiechu.
  11. Nieskończoność kończy się gwałtownie 3 metry od ciebie.