R. H. Blyth

ZEN, SEKS I MIŁOŚĆ


Najmniej atrakcyjną stronę zenu ujawnia jego stosunek do seksu. Budda tolerował kobiety w sandze1 z największą niechęcią i trafnie przewidział, że mogą one doprowadzić cały system do ruiny. Mówi się, iż w tej kwestii Budda „nie powinien być sądzony według standardów XX wieku”. To prawda. Powinien być sądzony według standardów trzydziestego stulecia. Jeśli pogląd człowieka na połowę świata jest błędny, jego widzenie drugiej połowy musi być również błędne. W rzeczywistości jedną z przyczyn upadku buddyzmu w Indiach było wskrzeszenie tantry2, z jej kobiecymi bóstwami i ezoterycznym erotyzmem. To samo zdarzyło się w czasach nowożytnych z chrześcijaństwem - tylko kult seksu (płci) został wyrzucony na zewnątrz kościoła.

Zen jest nieskończonym znaczeniem, które skończone rzeczy mają na mocy swej potencjalnej jedności z naturą ludzką, włączając w to piątą nogę konia i środek przyszłego tygodnia. Seks stanowi potężną siłę napędową świata; on właśnie powoduje, że mężczyźni i kobiety odnawiają nieustannie swój duchowy i fizyczny związek. Jest to część większego kosmicznego dążenia do łączenia się i rozdzielania, dośrodkowych i odśrodkowych sił wszechświata.

Miłość ma potrójnie złożony charakter: Ems, Agape i Filia. Ems jest samoposzukujący, Agape samowyrzekająca, Filia wzajemnie samospełniająca. Kombinacja wszystkich trzech znaczy: „Bóg jest miłością”.

Zen, seks i miłość są podobne w swojej uniwersalności, nieuniknioności i wszechmocy. Różnią się tylko tym, że celem seksu, a raczej stosunku seksualnego jest fizyczna ulga, zaś celem miłości nie jest psychiczna ulga, z wyjątkiem przypadków, kiedy samotność bywa nie do zniesienia. Celem miłości jest kochać bardziej, być w coraz bliższym kontakcie z przedmiotem lub osobą ukochaną. Celem seksu jest rozkosz; celem miłości jest błogostan, a równocześnie stanowią one cele same w sobie, są wartościami autonomicznymi. Zen posiada cel, gdy jest nim miłość albo błogostan, to znaczy, kiedy nie ma celu i nie-celu.

Współczesna psychologia, począwszy od Freuda, odbrązowiła miłość i wkrótce odbrązowi zen; seks nigdy tego nie potrzebował. Według Reicha, jednego z najlepszych uczniów Freuda, miłość wyrasta z zazdrości, która jest odwrotną stroną zachwytu. „Kochamy” osobę uważaną za „lepszą” od nas, naszego „wroga”, traktując miłość jako środek zdobywania jego lub jej. To redukuje miłość człowieka skierowaną ku ludziom i Bogu do zwykłego egoizmu, ale jest coś głębokiego i pocieszającego w tym racjonalnym wyjaśnieniu, którego brakuje w religijnych tyradach o miłości.

Kiedy spoglądamy wstecz na historię zenu, nie znajdujemy w nim tak wiele antypatii wobec seksu lub jego wypaczeń, jak to ma miejsce w ortodoksyjnym chrześcijaństwie, a raczej wysublimowaną obojętność wobec spraw płci. Kobiety nie występują w anegdotach „Hekiganroku” czy „Mumonkanu”. Książka zatytułowana „Zen dla kobiet” czeka dopiero na wydanie, a o ile jestem zorientowany, nie ma jej nawet w rękopisie. Jakie pretensje może mieć zen do uniwersalności, jeśli lekceważy połowę ludzkiego gatunku i udaje bezpłciowość, która jest połowicznością - w odniesieniu do drugiej? Zwykło się dużo mówić o „sublimacji”, zamianie energii seksu na jakąś inną formę ekspresji, na przykład estetyczną. Ale to wyjaśnienie pociąga za sobą nieuchronnie pytanie, które brzmi: czy seks jest środkiem czy celem? Zen twierdzi, i słusznie, że seks, podobnie jak wszystkie inne „rzeczy”, stanowi cel sam w sobie. Seks, jako przeżycie cielesno-duchowe, uznaje się tu za wartość, nie potrzebującą przekształceń. Dlatego też sublimacja nie jest drogą, którą można uciec od problemu. W takim razie stwierdzić musimy, że zen błądzi i zawsze błądził wyrażając swój stosunek do seksu. Nie chodzi przy tym o to, że seks został wypaczony lub zrepresjonowany, lecz o brak czegoś istotnego w zenie, o jego nienaturalną obojętność wobec życia seksem i miłością.

Zen nie może uciec od seksu, chyba że go zignoruje przechodząc na wyższy poziom. Ale nie możemy unicestwić rzeczy poprzez jej transcendowanie. Religia zawsze pomijała kobiety, tak samo jak lekceważyła przyrodę i ludzką naturę, ale rezultat był taki, że lekceważyła ostatecznie sama siebie.

Błąd zenu tkwi w naiwnym przekonaniu, iż umysły mogą być jednością, chociaż ciała jej nie stanowią. Ciało i umysł są nierozerwalnie złączone. Są identyczne. „Tak zwane ciało jest częścią duszy postrzeganą przez pięć zmysłów”; Blake powinien raczej napisać: „Ciało jest duszą postrzeganą przez zmysły”. Jeśli dwa ciała są dwoma ciałami, to i umysły są dwa. Stosunek płciowy jest próżnym wysiłkiem przełamania owego prawa i złączenia tego, co Bóg rozłączył.

Nie powinniśmy zapominać, że zen to jedyna rzecz na świecie, która nie jest rzeczą. Międzynarodowy, transcendentalny, czysty super-zen nie istnieje. Zen Buddy, zen Darumy, zen Eno, zen Rinzaia, zen Suzukiego, a nawet być może zen Blytha i z pewnością zen pani Gamp oraz zen Kobiety z Bath („Opowieści kanterberyjskie”) - ale nie ma żadnego zenu bez nich i poza nimi. Zen powstał, jak powiadamy, w Chinach; innymi (i właściwymi) słowy, pewni Chińczycy żyli, poruszali się i istnieli na sposób, który my nazywamy zenem. Było to życie raczej zimnokrwiste, pozbawione miłości i seksu. Podobnych rybom Koreańczyków i Japończyków, a teraz również Amerykanów i Europejczyków przyciąga ten sposób życia, droga, która istnieje tylko wówczas, gdy ktoś nią podróżuje. Problemem dla was, nie będących rybami lub nie chcących nimi być, jest możliwość życia pełnego miłości i seksu, a jednocześnie zenu. Co to jest zen seksualny? Co to jest zen miłosny? Na te pytania należy znaleźć odpowiedź w doświadczeniach żyjących mężczyzn i kobiet; odpowiedzi powinny być „zrozumiałe”, a ponadto możliwe do zakomunikowania poszczególnym ludziom. Zen seksu jest jak druga strona księżyca, z tym że ta druga czeka na odkrycie, a ten pierwszy na stworzenie, o ile kiedykolwiek to nastąpi.

Czy kobiety mogą się obejść bez zenu? Czy też one wszystkie z nim się rodzą? W jaki sposób słuchają muzyki, czytają poezję, oglądają obrazy? W tym wszystkim bezczasowe jest widziane w czasie, bezwymiarowe w przestrzeni, bezforemne w formie - nie będąc równocześnie oddzielane od czasu, przestrzeni i formy. Czy kobiety są w stanie temu sprostać? Kobiety, w moim mniemaniu, nie odczuwają tak głęboko przerażającej nieuchronności czasu. W tym wymiarze nie potrafią one uchwycić bezczasowego, bezczasowości czasu wypełnionego czasem. Kiedy słuchamy Rapsodii Brahmsa (na alt solo) z męskim chórem, czy słyszymy to, co kobieta wie o Brahmsie, czy to, co Brahms wie o kobiecie?

Idee odwetu, prawa, przyczyny i skutku są nieobecne w jej umyśle. Nie tylko one, ale również koncepcje winy, skruchy i pokuty bardzo słabo do niej docierają. Nie ma tam śladu Emersonowskiej doktryny nieustającego zagrożenia grzechem i kary zań w postaci poczucia wykroczenia.

Spytałem kiedyś kobietę - mistrza, czy satori kobiety i mężczyzny są takie same. „Oczywiście!” - odpowiedziała z oburzeniem, ale skąd mogła to wiedzieć, stara osiemdziesięcioletnia baba, która nigdy nie dotknęła chłopa? Skąd mogła wiedzieć, czym jest satori mężczyzny? Czy człowiek może poznać coś, co przynależy do innego człowieka? W najlepszym wypadku jest to zgadywanka, a w najgorszym - przesąd jedności.

W całej historii świata mężczyzna wykorzystywał kobietę, a kobieta wykorzystywała mężczyznę dla swych własnych potrzeb; tak przynajmniej sądzono, ale co się działo naprawdę? Do zenu może zaprowadzić nieodwzajemnione uczucie. Thoreau mówi: „Cała natura jest moją oblubienicą”, a to oznacza kochać i być kochanym przez Naturę. Taka właśnie jest definicja zenu. Ale Thoreau mówi również coś, co brzmi i bardziej, i głębiej prawdziwie: „jedynym lekarstwem na miłość jest kochać jeszcze bardziej”, a „owo bardziej” jest jakościowe, a nie ilościowe. To, co chcę teraz zasugerować trąci heterodoksją czy wręcz herezją: celem zenu jest połączyć dwoje ludzi, najlepiej przeciwnej płci; innymi słowy - funkcją zenu jest usunięcie przeszkód na drodze do małżeństwa prawdziwych umysłów.

A oto uzasadnienie teoretyczne. Dwie osoby, najczęściej zgodnie z wolą (Natury) heteroseksualne, muszą mieć lub zmierzać do posiadania takich samych uczuć i myśli, dotyczących wszystkiego, co istnieje, z nimi samymi, oraz ich wzajemnymi relacjami włącznie. Trzeba podkreślić, że uczucia muszą być właściwe, a myśli prawidłowe. Nie jest rzeczą dobrą być równie okrutnym lub głupim jak ktoś inny. (Co znaczy „właściwe” i „prawidłowe” - łatwo wytłumaczyć. To jest to, co ja osobiście uważam za właściwe i prawidłowe dzisiaj; jutro, rzecz jasna, będę sądził inaczej). Mówiąc dokładniej, tych dwoje ludzi, których tu sobie wyobrażamy, musi kochać w ten sam sposób Bacha i Bashō, Po Chüi i Eckharta, Cervantesa i El Greco, a także zwierzęta i rośliny, wodę i powietrze. To jest istota sprawy. W dalszej kolejności muszą oni nienawidzieć tych samych rzeczy i tych samych osób z tych samych powodów (co bywa równie ważne jak miłość). Zapomniałem o sprawie najważniejszej - o seksie. Obie osoby muszą kochać wzajemnie swe ciała, w taki sposób, że ich apetyty rosną w miarę nasycania. Wszystko to jest ideałem, a w rzeczywistości każda niezgodność postawy, każdy niuans rozbieżnego uczucia, wszystkie różnice w sądach winny być odczuwane jak żelazo wnikające w duszę. Nigdy nie gasnący zapał, aby wniknąć w nadzieje i lęki drugiej osoby, stała determinacja, by nigdy nie oszukiwać się w dostrzeganiu nie istniejących cech wspólnych i nigdy nie zamykać oczu na oczywiste niepodobieństwa - to jest istota takiego związku.

Pod adresem zarysowanego tu „planu pięćdziesięcioletniego” wysunąć można trzy zastrzeżenia: że jest to niemożliwe, że byłoby zbyt monotonne i że jest za bardzo wyczerpujące i zbyt intensywne, a zatem ponad siły człowieka. Na temat niewykonalności tego planu można stwierdzić, iż podobnie jak pokój na ziemi, wniebowstąpienie i pojęcie (ogarnięcie) zenu - są to wyłącznie pragnienia serca i bardzo łatwo się z nimi rozminąć. Ale ideał jest czymś, do czego jeśli tylko trochę się zbliżymy, to właśnie owo „trochę” czyni życie wartym przeżywania. Powieści świata są relacjami o niepowodzeniach wysiłków zmierzających do zbliżenia dusz.

Drugie zastrzeżenie, dotyczące monotonii, jest również uzasadnione, ale Natura łaskawie chroni nas przed nadmiernym znudzeniem, czyniąc nasze życie zbyt krótkim, by do nudy dopuścić. W dodatku różnice płci, narodowości, środowiska, wykształcenia itp. sprawiają, iż cały ten interes jest tak fantastyczny, że monotonia mogłaby być ostatnim zarzutem wysuniętym pod jego adresem.

Jedynie trzecia obawa - że plan ten wymaga niezwykłej ilości energii nerwowej, że jest zbyt wykoncypowany, zbyt nienaturalny, że wciąga nas w nie kończącą się autoanalizę i konfrontację - ma uzasadnienie, które trudno podważyć. Byron mówi, że nawet miłość musi odpoczywać, a Thoreau twierdzi, iż nasze najlepsze związki są grzebane na głębokości zapewniającej spokój. Lecz jaka jest alternatywa? Lenistwo, obojętność, bycie niekochanym, samotność bez miłości, niepoznająca nieczułość, nieskończoność, wieczność, szczęście - prawie już opisałem zen. Co jest alternatywą alternatywy? Godziny udręki, chwile błogostanu; wspólne podejrzenia, wspólne zaufanie; odwrócenie się od świata.

Zen mężczyzny jest zbyt przegadany, zbyt rozsądny, nawet wówczas, jeśli właściwie uogólnia on to, co szczegółowe. Kobiecy zen jest zbyt niejasny, ale uszczegóławia to, co ogólne. Odpowiedź na pytanie, „który zen jest lepszy?” musi więc brzmieć: oba.

*

Możemy rozważać kwestię zenu kobiet w bardziej techniczny, bardziej ezoteryczny sposób. Najpopularniejszym koanem dawanym tym, którzy chcą osiągnąć stan buddy jest „Mu”. Co kobieta może z tym zrobić? Można powiedzieć: „To samo co mężczyzna, ponieważ Mu jest bezpłciowe”, ale byłby to błąd, ponieważ kobieta posiada płeć, a osoba pełna płci nie może uchwycić rzeczy bez płci, tak samo jak osoba bez płci nie zrozumie rzeczy posiadających płeć. Matematyka kobiety jest żeńska, a matematyka mężczyzny ma męski wymiar. Mężczyzna kobiety jest kobiecy, a kobieta mężczyzny jest męska. Ta prawda stanowi kombinację Spenglera i D. H. Lawrence'a, idei, która głosi, że osoba żyjąca w jednej kulturze nigdy nie zrozumie osoby żyjącej w innej kulturze oraz idei, zgodnie z którą każda rzecz ma nie tylko swoje życie i radość, jak sądził Wordsworth, ale również wolę i płeć. Ale można zapytać: „Czy nie ma czegoś, co by przekraczało płeć?”. Człowiek nauczył nas modlić się „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. „Kościół jest Oblubienicą Chrystusa”. Aniołowie niebiańscy „nie żenią się ani nie wychodzą za mąż” -chciałbym ich zobaczyć!

*

Kobiety są jak natura; nie potrafimy ich zrozumieć, ponieważ nie ma nic do zrozumienia. Tak samo rzecz ma się z zenem; nie potrafimy go wyjaśnić, bo nie ma tam nic do wyjaśniania. Elementy intelektualne są kompletnie roztopione w Naturze, w kobietach i w zenie. Jedynie w mężczyznach uległy krystalizacji. Zen mężczyzn jest również niewytłumaczalny, ponieważ intelekt zawiera się w intuicji. Zen kobiety jest niewytłumaczalny, ponieważ kobieta nie posiada intelektu. Zen kobiet jest rodzajem pre-zenu. Maria Dziewica została wzięta do nieba, ale nie była ukrzyżowana. Nigdy naprawdę nie umarła. Dlatego zen mężczyzny odpowiada zenowi Zachodniemu, a zen kobiety - Wschodniemu. Pod pewnymi względami zen mężczyzny jest lepszy; będąc w ruchu porusza innych. Na swój sposób przewyższa go jednak zen kobiet; porusza innych sam się nie ruszając. Mężczyzna musi posiadać zen kobiety, a kobieta mężczyzny. Niemożliwe? Tym lepiej, ponieważ zen czyni to, co jest niemożliwe, sprawiając, że niedoskonała ludzka istota robi jednak coś doskonale i wypija całą herbatę świata z jednej filiżanki.

*

Ludzie, którzy kochają, nigdy o tym nie mówią - dotyczy to również Chrystusa. Zen czuje się fatalnie, kiedy ktoś o nim mówi. A jeśli chodzi o seks: „Na Boga, powstrzymaj swój język i pozwól mi...”

Materialny pokarm musi być duchowy; strawa duchowa musi być materialna. „Nie samym chlebem człowiek żyje” - jest stwierdzeniem błędnym. „Człowiek żyje (także) każdym słowem, które pochodzi od Boga” - to również błąd. Nie żyjemy w połowie tym i w połowie tamtym. Żyjemy materialno-duchowym chlebem. To jest nauka płynąca z „Kochanka Lady Chatterley”, chociaż autor książki nie zrozumiał jej całkowicie. Miłość wyrażone przez zen jest psychofizyczna, a nie częściowo cielesna i częściowo duchowa.

Możemy osądzać zen tylko według kryteriów zenu, a z tego punktu widzenia, tj. zdając się na intuicję, zen kobiety jest lepszy. Jeśli kobieta zaniecha swej intuicji i popada w intelektualną dychotomię - przestaje być kobietą, przestaje być czymkolwiek. Kobiety muszą unikać jak zarazy małpowania mężczyzn, ale mężczyźni muszą naśladować kobiety tak dalece, jak to tylko możliwe. Oczywiście, kobieta może udawać, że myśli. Jest to wymagane przez społeczeństwo i konieczne w małżeństwie, ale chodzi tylko o udawanie. Mężczyzna musi myśleć i wierzyć, że myśli, a jego myśl pozostanie utrapieniem do końca czasów. Kobieta jest „Mu” sama w sobie, jest w nim zanurzona, jest nim przeniknięta i zabarwiona, to stanowi jej wielką siłę, wielką atrakcję. Ona już jest tym, czym mężczyzna chciałby się stać przy udziale swego intelektu. To jest niemożliwe i właśnie dlatego musi być dokonane.


1 Sangha (skt): zgromadzenie lub wspólnota praktykujących Drogę Buddy, pierwotnie nazwę tę nosił buddyjski klasztor, zakon monastyczny. Sangha obok buddy (tj. oświeconego, tego, który przebudził się ku prawdziwej naturze istnienia, termin ten oznacza też najwyższą prawdę lub absolutny umysł) i dharmy (skt, termin oznaczający zasadę podtrzymującą i rządzącą wszechświatem, ostateczną prawdę, a także naukę Buddy, która jest tej prawdy wyjaśnieniem oraz buddyjską doktrynę) jest jednym z trzech skarbów (klejnotów) buddyzmu, (przyp. red.).

2 Tantra (skt osnowa). Tantryzm to ruch filoz.-rel. powstały ok. IV w. n.e. oparty na indyjskich tekstach hinduistycznych (tantry), stanowiące „podręczniki” wiedzy o rytuałach i bóstwach, kierunek związany z praktykami magicznymi, a także kultem bóstw żeńskich. Starożytne teksty tantryczne zajmują się dwiema sferami rzeczywistości: wyższą Jednią i doczesną rzeczywistością pełną dualizmów typu męski, żeński. Najwyższym celem tantry jest Jedność, uzyskanie samourzeczywistnienia, integracji osobowości, a także wglądu w istnienie własnej osoby jako fragmentu Niepodzielnej Jedności. Dla osiągnięcia tego celu tantrycy używają technik wizualizacji i medytacji oraz stosują praktykę rytualnego jednoczenia seksualnego z partnerem, m.in. rytuał maithuny i inne formy partnerskiej komunikacji, bowiem Byt Najwyższy pojmują jako dwuaspektowe bóstwo Śiwa-Śakti trwające w związku miłosnym. Zob. suplement, (przyp. red.).