Robert Augustus Masters

KONIEC MITU O UWIEDZENIU


Seksualna ekscytacja czy podniecenie erotyczne nie jest czymś, co nam się przytrafia, lecz jest tym, co my - jakkolwiek nieświadomie -gromadzimy w sobie, często do momentu, w którym obsesyjnie poszukujemy jakiegoś odpowiedniego rodzaju wyzwolenia, lub w którym nasze podniecenie przechodzi w sprośne myśli. Niechęć do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za kierowanie własnym seksualnym potencjałem częściej występuje u mężczyzn niż u kobiet, lub co najmniej jest u nich bardziej rzucająca się w oczy. Większość mężczyzn odruchowo obwinia kobiety za jakiekolwiek erotyczne zainteresowania, co tak doskonale ilustrują wypowiedzi typu: „Ona rzuciła na mnie urok”, „Ona sprawia, że mam erekcję”, czy „Ona jest czarownicą” lub „Ona mnie podnieca”. Kobiety wciąż postrzegane są jako istoty odpowiedzialne za dokonane na nich gwałty, niezależnie od tego, jak bardzo liberalnie traktowane są tego typu sprawy w sądach - wciąż zbyt łatwo wielu mężczyzn usprawiedliwia się swą domniemaną bezradnością wobec kobiecych wdzięków, jednocześnie gdzie indziej w nadmiarze kompensują to sobie, tworząc swój wizerunek osoby mocnej, bynajmniej nie bezbronnej...

Co więcej, wiele wypadków ojcowskiego okrucieństwa lub psycho-emocjonalnego odsuwania się od własnych córek, szczególnie tych dojrzałych seksualnie - to nic innego, jak neurotycznie samoobronna reakcja na powstające w nich (bądź już kipiące) pobudzenie, które odczuwają (bądź przedstawiają w myślach) w stosunku do własnych córek, rodzaj kary, a ich nierozpoznane sedno wydaje się tkwić gdzieś w zdaniu typu: „To twoją wina, że czuję to, czego nie powinienem czuć”. Co gorsza, wiele kobiet, z przyczyn wyrastających z czystej ambicji samowywyższenia, wykorzystywało swe zdolności do „rozpalania” mężczyzn, redukując się do roli nieoświeconych uwodzicielek, wciąż powtarzających starodawne mity Ewy kuszącej Adama, Heleny rzucającej urok na Parysa czy syren, nęcących Odyseusza, zgwałconej kobiety „przyciągającej” gwałcicieli. (Tak, „działania Ewy, Heleny czy syren mają głębsze, bardziej afirmujące Życie znaczenie, pełne soczystej metafory - lecz ich spłycona i najczęściej spotykana wersja w ludzkiej psychice to właśnie ta, w której kobiety ponoszą winę za pobudzanie mężczyzn). Czy przynęta jest personalna, czy transpersonalna, zwykle niesie z sobą to samo grube niezrozumienie co do ludzkiej dynamiki. Kobieta jako zła Czarownica, jako archetypiczna kobieca cielesność i świetlistość jest jak zaklęcie, wobec którego mężczyźni są bezradni, bywają bowiem lubieżni, pogrążeni w łagodnej pornografii onanistycznych fantazji lub w brutalnej pornografii antyseksualnych dążeń i ferworu, charakterystycznego dla inkwizytorskich czasów chrześcijaństwa.

Nikt nas nie pobudza. Pobudzamy się sami, nieważne o ile świadomie projektujemy owo pobudzenie na innych. Mężczyźni nie są ofiarami uroków rzucanych przez kobiety, lecz własnych apetytów, które mają nadzieję zaspokoić, apetytów lub - dokładniej - własnych nieświadomych skłonności do ulegania owym apetytom, szczególnie tym, które obiecują odrobinę przyjemnego odrętwienia...

Wracając do ojców i córek: małe dziewczynki i młode dziewczęta nie mogą uczynić nic, jak tylko rejestrować erotyczne zainteresowania emanujące z ich ojców i z zawstydzeniem uciekać od własnej dojrzewającej seksualności, lub też wykazywać nadmiar zainteresowania nią jako narzędziem służącym do usidlania Tatusia bądź do jego kontrolowania. Tak więc „Tatuś” łatwo staje się kimś, kogo się unika, lub kimś, kogo się uwodzi. Zastanówcie się, jak wielu mężczyzn mówi, że ma ochotę na dziewczynkę”. „My baby left me” (popularny przebój Elvisa Presleya - * przyp. tłum.), i podobne sformułowania, zazwyczaj naszpikowane fałszywymi emocjami, stanowią trzon wielu popularnych przebojów, wskazując nie tylko na oddalanie się mężczyzn od dziewiczej czystości i głębi Kobiety (zarówno w kobietach, jak i w nich samych), lecz wskazują także na wyobcowanie prawie wszystkich mężczyzn z ich własnej pierwotnej natury i niewinności, którą oczywiście postrzegają jako coś, co ich opuściło, nie zaś jako coś, co sami porzucili. Jeśli już oddaliliśmy się od naszej esencji bytu, to nic tak naprawdę nie zaspokaja nas oprócz seksu, szczególnie tego rozgrzanego przez romantyzm, który dostarcza prawdopodobnie najlepszego zaspokojenia, jakie możemy osiągnąć w naszym rozczłonkowanym, pozbawionym Ekstazy stanie. Taka „przyjemność” odwraca naszą uwagę od naszej wewnętrznej niewoli, osłabia nasz naturalny impuls w kierunku wyzwolenia. W tym kontekście, który jest aż nadto charakterystyczny dla naszej kultury, seks nie jest niczym innym, jak narkotykiem, Kobieta nikim innym, jak rzucającą zaklęciami, intrygującą wiedźmą, lub zwyczajną kusicielką, magnesem z pornograficznych tęsknot, tak wszechobecnym, i jednocześnie tak przeraźliwie banalnym, jak wideoklip z piosenkarką Madonną...